"Jedziemy odpocząć" - może to absurdalne, ale naprawdę jechaliśmy na Skorpiona z zamiarem wypoczynku, może nie fizycznego, ale mentalnego. Początkowo miałam startować w mixie z Maćkiem, ale z uwagi na zbyt małą ilość zgłoszeń kategoria mix nie została uruchomiona i podzieliliśmy się na kategorie indywidualne, nie rezygnując oczywiście ze wspólnego startu. Do naszej dwójki dołączył jeszcze Darek.

DSC05652.jpgW tym roku trochę nietypowo dla Skorpiona był scorelauf, czyli było ciekawiej :) Start standardowo o 8:00 i limit czasu do północy. Po otrzymaniu map szybko opracowaliśmy wariant trasy starając się najtrudniejsze punkty zaliczyć wcześniej zanim się ściemni i ruszyliśmy w kierunku północno-wschodnim. Tym razem w rolę głównego nawigatora wcielił się Maciek, ze swoim mottem "trust me, i'm an engineer'.

 

Na pierwszy rzut poszedł PK11, który postanowiliśmy zaatakować od południa, to był dobry wybór, bo trafiliśmy na niego bez większych problemów. Na kolejny PK10 trafiliśmy również jak po sznurku, a następnie wąwozem ruszyliśmy na północ na PK9. Początkowo chcieliśmy podejść do niego drogą, ale zauważyliśmy, że nawierzchnia pola, po którym mogliśmy skrócić drogę była całkiem przyjemna, więc ruszyliśmy prosto na azymut. Tutaj czekało na nas ognisko i gorąca herbata, ale że dopiero to był początek naszej wędrówki to postanowiliśmy nie marnować czasu i złapawszy w biegu kubki z herbatą kontynuowaliśmy naszą podróż tym razem na PK7, na który postanowiliśmy pójść łatwiejszą i szybszą opcją, choć może niekoniecznie bliższą, czyli po szosie, na której dodatkowo chłopaki znaleźli szybszy sposób na pokonywanie jej, czyli ślizgiem, bo tego dnia na lokalnych drogach panowała niezła gołoledź. Ja na tą okoliczność wyposażyłam się w nakładki na buty z kolcami, więc tym razem nie mogłam przyłączyć się do zabawy ;) Do właściwego wąwozu łatwo było trafić z szosy. Wkrótce po rozpoczęciu pokonywania go dnem, zauważyliśmy ślady prowadzące po zboczu na górę. Zaproponowałam, że może wespniemy się teraz na górę, póki zbocza są łagodniejsze, bo punkt miał znajdować się na górze, ale Maciek stwierdził, że idziemy dołem kończąc to swoim 'trust me, i'm an engineer' ;) Potem okazało się to właściwą decyzją, bo nie zauważyliśmy przysłoniętej przez kółeczko oznaczające PK odnogi wąwozu, którą w przypadku wcześniejszego wbicia się na górę musielibyśmy dodatkowo przekroczyć. Na PK7 wdrapaliśmy się na samym końcu i nie sprawiło nam to większych problemów.

Na kolejny PK8 postanowiliśmy pójść na azymut po poziomicy chcąc trafić bezpośrednio na rozwidlenie wąwozu od góry. Początkowo szło całkiem sprawnie, a przecinki pozwalały nam weryfikować prawidłowość poruszania się, ale na końcowym odcinku jakoś zbytnio oddaliliśmy się od głównego wąwozu i trafiliśmy na odnogę, ale dalej od rozwidlenia, na którym miał znajdować się PK8. Postanowiliśmy do niej zejść i kierować się w stronę PK, po drodze musieliśmy pokonać kilka przeszkód w postaci zwalonych drzew, ale ostatecznie na PK8 trafiliśmy.

DSC05667.jpgNa kolejny PK6 postanowiliśmy ruszyć poruszając się wzdłuż skraju lasu i przekraczając wąski przesmyk lasu.  Ten przesmyk zaczął nas w pewnym momencie niepokoić, bo jego końca nie było widać, a wg mapy miał mieć najwyżej 100m. Spostrzegliśmy, że drzewa, które go porastały były raczej młode, więc stwierdziliśmy, że pewnie po prostu to jakiś nowo nasadzony las, którego na mapie nie ma. Gdy wreszcie udało nam się przedrzeć przez te młode drzewka trafiliśmy na odnogę wąwozu, którą albo mogliśmy przeciąć w poprzek, albo skorzystać z niej i zejść już do wąwozu, w którym znajdował się PK6. Wybraliśmy tą drugą opcję, która niestety nie okazała się trafiona. Dnem wąwozu płynęła rzeczka, która co prawda na początku była zamarznięta i mogliśmy poruszać się po lodzie, ale w dalszym odcinku w wielu miejscach woda zaczynała zastępować lodową pokrywę, uniemożliwiając dalsze poruszanie się o suchych butach. Raczej w tych okolicznościach pogodowych nie było rozsądne taplanie się w wodzie i ostatecznie postanowiliśmy wspiąć się na górę i kontynuować wędrówkę wzdłuż wąwozu górą. W okolicy PK6 niestety musieliśmy ponownie zejść na dół.

Po zaliczeniu tych trzech punków w najtrudniejszym terenie zaczynałam mieć dosyć, ale na szczęście droga do PK5 była znacznie łatwiejsza i biegła skrajem lasu a nawet częściowo po ujeżdżonej drodze. Dopiero w bezpośrednim sąsiedztwie PK5 wkroczyliśmy z powrotem do lasu i poruszając się trochę po wydeptanych ścieżkach, trochę na azymut dotarliśmy na PK5, gdzie również czekało ognisko. Tym razem pozwoliliśmy sobie na dłuższą przerwę i wypicie herbaty na miejscu a nie w biegu.

Z PK5 wyszliśmy na szosę. Zaczęło się iść dużo lżej, ale jednocześnie zaczęło się robić zimno. Dodatkowo Maciek musiał zrobić dodatkowy postój, bo otarcia od butów zaczęły mu coraz bardziej doskwierać. Zatrzymaliśmy się, aby mógł przetestować nowy wynalazek, który na tą okoliczność zakupiłam - żelowe nakładki na palce, zapobiegające otarciom, nazwane przez nas "kondomikami" ;) Po opatrzeniu otartych palców Maciek odżył, ale niestety zimno zaczęło nas telepać konkretnie, a do tego poruszaliśmy się odkrytymi drogami do PK15 i przeszywający zimny wiaterek nie poprawiał nam samopoczucia. Ale też z racji odkrytej przestrzeni prosto było trafić na PK.

DSC05701.jpgKolejny PK14 sprawił nam zdecydowanie więcej problemów. Z PK15 ruszyliśmy drogą do wsi Majdan Skierbieszowski, skąd mieliśmy kontynuować wędrówkę na PK14. We wsi dość mocno się zamotaliśmy nie będąc pewnymi, czy droga, którą obraliśmy doprowadzi nas w pobliże PK14. Zaczynało się już ściemniać. Przez moment przeszło mi przez głowę, aby tutaj zakończyć zmagania, bo byłam już do tego stopnia przemarznięta, że zaczynałam się źle czuć, ale nie uległam tej myśli.  Pokręciliśmy się trochę po okolicy, aby upewnić się, w którym miejscu jesteśmy. Wszystko wskazywało na to, że jednak droga, którą obraliśmy powinna być prawidłowa, ale dla pewności spytaliśmy lokalnych mieszkańców, czy ta droga doprowadzi nas do lasu, jednak zamiast otrzymać prosta odpowiedź, zaczęliśmy wysłuchiwać opowiastek znudzonych panów. W międzyczasie zauważyliśmy w oddali przyglądającego się nam zawodnika. Dopiero gdy podeszliśmy bliżej Darek poznał, że to jego znajomy Adam, który startował na 100-ce. Wymieniliśmy się doświadczeniami. Porównaliśmy mapy i okazało się, że jego PK15, z którego właśnie wracał, pokrywa się z naszym PK14, a on właśnie zmierza w kierunku punktu, z którego my przyszliśmy. Jednak postanowiliśmy obrać nieco inną taktykę niż zrelacjonował nam Adam i zaliczyć wąwóz od góry, bo stwierdziliśmy, że będzie bliżej potem do PK12. W czasie, kiedy rozmawialiśmy z Adamem, spotkaliśmy się z burackimi uwagami jakiegoś lokalnego buraka, co nam trochę podniosło adrenalinę.

Ruszyliśmy dalej. W okolice PK dotarliśmy idąc polem i wkroczyliśmy w las, w którym miał znajdować się wąwóz, ale kręciliśmy się po nim dłuższy moment i nie mogliśmy trafić na wąwóz. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że mamy do czynienia z lasem, którego nie ma na mapie i został dosadzony w okolicy wąwozu później. W efekcie przeszliśmy przed czołem wąwozu. Postanowiliśmy ruszyć w stronę starszych drzew, widzianych po drodze i to był strzał w dziesiątkę, wąwóz został odnaleziony, zeszliśmy jedną odnogą i dotarliśmy do punktu, powrót planowaliśmy drugą odnogą, prowadzącą w kierunku zgodnym z tym, który prowadził nas w okolice PK12, który zamierzaliśmy zaliczyć jako następny. Niestety wyjście z tej odnogi na górę przerosło nasze możliwości. Do pokonania były dosłownie pionowe ściany, na które początkowo Maciek próbował się wspinać, ale ostatecznie odpuścił i postanowiliśmy się nieco cofnąć i poszukać mniej stromej ściany. Wybraliśmy jako takie miejsce, które też nie należało do najłatwiejszych, ale dużo rosnących na zboczu drzewek pozwoliło nam jak po szczeblach drabiny wspiąć się na górę. 

Droga do PK12  nie należała do trudnych, zwłaszcza, że prowadziła do niego wydeptana ścieżka. Niestety czas zaczął nieubłaganie uciekać, więc postanowiliśmy odpuścić PK3 oraz PK4 i udać się na PK13. PK13 był banalnie prosty, bo znajdował się przy mostku na asfaltowej drodze. Niestety idąc tą drogą znowu spotkaliśmy się z niezbyt miłym podejściem lokalnego mieszkańca, który początkowo zaczął rzucać w nas śnieżkami ze swojej posesji, a następnie rzucił w naszym kierunku całkiem sporą bryłę lodu, która na szczęście nie trafiła nikogo z nas. Przy tym wykrzykiwał w naszym kierunku jakieś niezrozumiałe teksty. Przyspieszyliśmy trochę tempo, aby oddalić się od tego człowieka i szybko trafiliśmy na PK.

Pozostało nam jeszcze ponad 3 godziny do limitu, więc postanowiliśmy jeszcze zaliczyć PK2 i PK1. Na PK2 znowu mieliśmy udeptaną przez poprzednich zawodników ścieżkę, której się trzymaliśmy i w ten sposób praktycznie bezbłędnie trafiliśmy na punkt, powrót miał być również banalnie prosty, bo mieliśmy wracać tą samą drogą, którą przyszliśmy. Mieliśmy już dość brnięcia w śniegu i zmagania się z wąwozami, więc stwierdziliśmy, że na PK1 odbijemy od szosy, zamiast iść do niego krótszą, ale wolniejszą drogą. Wracając pozwoliliśmy sobie na chwilę rozprężenia. Chłopaki zaczęli swój ulubiony temat o samochodach i zamiast patrzeć na mapę i kompas, to zaczęły się wywody na temat ich ukochanych rumaków i nie wiadomo kiedy, ciągle trzymając się wydeptanych śladów zboczyliśmy z trasy. W pewnym momencie tknęło mnie coś - dlaczego podchodzimy pod górę, skoro miało być już tylko zejście? Ale Maciek stwierdził, że pewnie nie pamiętamy tego odcinka, bo jak było łatwo z górki, to tego się nie pamięta. Ale chwilę później ślady zaczęły wieść przez pole, a jakoś wydawało nam się, że wcześniej szliśmy cały czas drogą. Wtedy Maciek wyciągnął kompas i obwieścił, że kierujemy się na zachód, a mieliśmy iść na wschód. Spojrzeliśmy na mapę i doszliśmy do wniosku, że zboczyliśmy w kierunku PK3, ale na zaliczenie tego punktu było już za późno, więc postanowiliśmy się wrócić. Gdy doszliśmy do tego punktu gdzie pomyliliśmy drogę, to nie mogliśmy zrozumieć jak mogliśmy to zrobić, przecież ta droga zakręcała, a my mieliśmy iść cały czas prosto. Niestety towarzyskie rozmowy pochłonęły naszą czujność.

DSC05714.jpgGdy wreszcie udało nam się zejść do szosy doszliśmy do wniosku, że już nie wystarczy nam czasu na zaliczenie wcześniej planowanego PK1 i ruszyliśmy prosto do bazy. Droga zaczęła się strasznie dłużyć, a zmęczenie, zimno i wszelkie kontuzje zaczęły niemiłosiernie dokuczać. Także chwila gdy osiągnęliśmy metę była naprawdę przyjemna, ale informacja o tym, że na obiad trzeba jeszcze kawałek dalej podejść już nie była przyjemna, w dodatku trzeba było się spieszyć, bo wydawanie posiłków miało trwać tylko do północy. Jedno było pocieszające, że ze stołówki było nam bliżej do agroturystyki, gdzie nocowaliśmy niż do szkoły, choć i tu udało nam się zabłądzić, bo po ciemku nie mogliśmy dostrzec, który dom, to jest ten do którego zmierzamy ;)

Następnego dnia z trudem wstaliśmy na zakończenie. Początkowo mieliśmy iść piechotą, bo w końcu nasza agroturystyka znajdowała się zaledwie kilkaset metrów od szkoły, ale każdy krok zmieniał nasz plan i ostatecznie spakowaliśmy się i pojechaliśmy na zakończenie samochodem, skąd od razu ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Podsumowując - trasa była dość ciekawa, chociaż w niektórych miejscach dość wymagająca (PK14 :D). Pogoda w sumie nam dopisała, w nocy złapał mróz i nie musieliśmy brnąć w mokrym śniegu. Jedynie trochę uciążliwe było stąpanie po lodoszreni, która ciągle załamywała się pod ciężarem stóp zmuszając do dodatkowego wysiłku. Chociaż fragmenty, gdzie ta lodoszreń była na tyle mocna, że się nie załamywała były całkiem przyjemne, bo szło się jak po gładkim :) Ile km tak naprawdę zrobiliśmy, tego się nie dowiemy, bo niestety bateria nie wytrzymała tyle co my i trackowanie wyłączyło się na 43 kilometrze 2 godziny przed zakończeniem rajdu.

Trasa planowana: 11-10-9-7-8-6-5-15-14-12-4-3-13-2-1

Trasa przebyta: 11-10-9-7-8-6-5-15-14-12-13-2

Tutaj trochę więcej fotek.

 Mapka z naszym trackiem, niestety niekompletnym:

mapa-track-m.png

 

 

 

Kalendarz imprez
0000-00-00:
Item Title of Your event
Dzisiaj: 2012-02-30 20:58

Wspierają nas

Opel Jastrzębski Siedlce

Urząd Miasta Siedlce

Stalfa

Mostostal Siedlce

Nasze imprezy

Triathlon Siedlecki

Lenie w Terenie

Gra Miejska

 

Polecamy

Noclegi
w Siedlcach