TranscarpatiaCzłowiek to istota bardzo złożona i decyzja o ponownym katowaniu się dzień po zakończeniu 7 dniowej męczarni (Transcarpatii 2005) musi dziwić. Tym bardziej, że zaliczona gleba na ostatnim etapie (na ostatnim zjeździe) sprawiła, że siedzenie w samochodzie bardzo bolało, a mimo tego taka deklaracja. Poniżej znajduje się ogólny zapis moich przeżyć, który w żadnym stopniu - nawet najmniejszym - nie oddają tego co się działo ze mną w sierpniu 2006 r.

Podróż zorganizowanym przez Jurka Lekkiego busem z Bielska Białej do Ustrzyk była bardzo sympatyczna i przyjemna, mimo tego, że nie obyło się bez małych przygód. A na miejscu standard: biuro zawodów, odprawa (na której nie byłem ;) ), jedzenie, kontrola sprzętu i spanie.

85 km, suma podjazdów 1874 m*
38 miejsce w kategorii OPEN, czas 5:48:02

Pierwszy etap bardzo "przeżyłem". Sam początek był stosunkowo dobry i przypominał ubiegły rok, gdzie jechało mi się świetnie. No ale to było w ubiegłym roku. Za pierwszym bufetem rozpoczął się odcinek asfaltowy i zrobiło się cieniutko. Trwało to aż do mety i to ja byłem tym członkiem team'u, który spowalniał. Miałem delikatne przebłyski jak np. wjazd na Chryszczatą, ale generalnie jechało mi się bardzo topornie. Zajmujemy 38 miejsce, a ja jestem mocno zaniepokojony.

Komancza - Krempna

83 km, suma podjazdów 1920m*
26 miejsce w OPEN, czas 7:13:07

Dzisiaj czas na Beskid Niski. Na odprawie przed etapem Marcin Rygielski stwierdził, że będzie to najtrudniejszy z etapów spośród wszystkich, jakie odbyły się w całej historii Transcarpatii. No i chyba nie pomylił się. Fajna pogoda, czyli deszczyk i ciepło, sprawiają że czuję się co najmniej dobrze. Pierwszy podjazd na Wahalowski Wierch, punkt kontrolny i... Już na początku zaliczamy pomyłkę nawigacyjna. A dzień wcześniej mówiłem Tomkowi, że będą w tym miejscu "cyrki", mając w pamięci wypad z roku 2003 i szukanie czerwonego szlaku. Nie wierzyłem, że znowu "umoczyłem" na tym odcinku. Ale dzięki przyjaciołom Niemcom i ich gps'owi udaje nam się wybrnąć z tej opresji i wbijamy się w czerwony szlak. Dalej to: tam gdzie inni prowadzili rowery my jechaliśmy, tam gdzie szli my biegliśmy. Oj, trochę zdrowia nas to kosztowało, ale dzięki temu trochę nadrobiliśmy czasu. W miejscowości Wisłoczek natrafiamy na miejscowego myjącego ciągnik myjką ciśnieniowa, decyzja może być tylko jedna - myjemy. Pan użycza nam myjkę, a my staramy się to zrobić w expresowym tempie. Po tym zabiegu rowery nadają się do jazdy i widać, że to rowery.

Później zaliczamy znaną mi trasę, którą jechaliśmy z Browarem 2 lata wcześniej, a mianowicie: asfaltowy długi podjazd do Bałucianki, na której końcu znajduje się XVIII cerkiew. Dalej ściganie się już w terenie i naszym oczom ukazuje się majestatyczna góra zwana Cergowa. W Dukli - gdzie znajdował się bufet i punkt kontrolny - M.Rygielski i obsługa są w poważnym szoku widząc nasze stosunkowo czyste (bo zdążyły już się trochę ubłocić) rowery. Nie zdradzamy naszej tajemnicy. Około 3 kilometrowy podjazd na Kardacz - gdzie był punkt kontrolny - i zjazd do asfaltu, a następnie kilka km do mety.

Tego dnia zostaje nam przyznana nagroda fair play za pożyczenie jedynej posiadanej przez nas dętki chłopakom z team'u "Napieraj". Czego nie robi się dla podniesienia adrenaliny ;)

Krempna - Krynica Zdrój

75 km, 1549 m*
22 miejsce w kategorii OPEN, czas 3:49:48

Jest to prawie powtórka tego, co było w ubiegłym roku. Etap zaliczyłbym do najmniej atrakcyjnych w porównaniu do pozostałych. W Krynicy śpimy na znanym nam lodowisku KTH mając bardzo wygodne materace, ale.... Tak jak napisał już Jurek w swojej relacji, mogą budzić pewne wątpliwości metody treningowe naszych łyżwiarzy figurowych. Dlaczego bowiem trenują o PÓŁNOCY?!.

Krynica - Krościenko

65 km, suma podjazdów 2101 m*
22 miejsce w kategorii OPEN (czas 5:35:16)

TranscarpatiaTranscarpatiaW ubiegłym roku był to etap królewski, a my zajęliśmy 10 miejsce. W tym roku trasa jest bardzo podobna.

Zaczęło się od tradycyjnej wspinaczki na Jaworzynę i dalej cudowna jazda 'góra - dół' aż do Rytra. Tam za bufetem zaczął się mozolny podjazd na Radziejową. Jechało mi się rewelacyjnie w przeciwieństwie do Tomka, któremu nie leżała ta szutrowa, długa wspinaczka. Zaliczamy Radziejową, Przehybę, a następnie ostatni punkt kontrolny na Przeł. Przysłup. Po czym nastąpił zjazd aż do Krościenka, na którym pędziliśmy jak szaleni. Już "po" byliśmy z Tomkiem pod dużym wrażeniem naszego ostatniego - tego dnia - pikowania w dół.

Później: zabiegi higieniczne swoich maszyn i siebie, jedzenie, wypad na pizze i serwis. No właśnie serwis. Oddałem maszynę po tym jak stwierdziłem, że są luzy na piaście z przodu i z tyłu. Przy odbiorze okazało się, że z tyłu i owszem, ale z przodu to kolega Wierzbicki zaliczył etap na nie dokręconym kole. No cóż zrobiłem wrażenie na świadkach tego wydarzenia. Dodatkowe emocje wskazane ;).

Krościenko-Rabka Zdrój

54 km, suma podjazdów 1699m*
20 miejsce w OPEN, czas 4:35:13

PodejściePoczątek to wjazd na Lubań przez przełęcz Knurowską, a następnie punkt kulminacyjny na Turbaczu, na którym witają nas znajomi Tomka. Po krótkim zapoznaniu - w trakcie którego staram się wydusić z siebie swoje imię - ładujemy jeszcze do góry, po czym zjazd. Miałem spore obawy przed tą częścią etapu, mając w pamięci to, co działo w roku 2005. Czyli Tomek pikował ostro w dół, a ja cyklicznie zaliczałem glebę. Jednak w tym roku o dziwo było bardzo dobrze, za to Tomek w bardzo dziwnych miejscach zaliczał nieoczekiwane upadki.

A później: miejscóweczka w domku Tomka, łóżeczko, wanna i... totalny kosmos - mama Tomka załatwia nam bicze wodne w ośrodku sanatoryjnym. Nie będę w tym miejscu - ze zrozumiałych względów - opisywał dźwięków jakie wydawaliśmy będąc w basenie ;)

Rabka Zdrój-Korbielów

76 km, suma podjazdów 2751 m*
18 miejsce w OPEN, czas 6:59:17

TranscarpatiaNie było lekko. Na początku małe rozczarowanie, słynny bruk danielkowy przestał istnieć, później wraz z mastersami z Legionu - zwycięzcami tej kategorii - gubimy szlak. Jak się okazało nie ostatni raz tego dnia. Następny był znacznie poważniejszy w okolicy Policy. Po przedzieraniu się wraz z dziewczynami bikeboardu i teamem mastersów z Łodzi udaje nam się "złapać' szlak i dojeżdżamy mocno spóźnieni na Halę Krupową. Następnie wybieramy inny wariant niż ten sugerowany przez organizatora i udajemy się przez Skawicę do Zawoi. Wraz z nami tą opcję wybierają Wędrowne Sokoły i wspomniane już dziewczyny z bikeboard'u. Za punktem kontrolnym w Zawoi znowu wybieramy autorski wariant i po przekroczeniu zielonej granicy na Jałowcowym Garbie skręcamy za wcześnie.

TranscarpatiaTen błąd kosztował nas około 20 minut. Wreszcie zaliczmy ostatni punkt kontrolny gdzie panował straszny tłok. Następnie wybieramy opcje jazdy przez Słowacje i postanawiamy przekroczyć przejście graniczne na Przełęczy Glinne. Na początku jedziemy z późniejszymi zwycięzcami kategorii Mix, którzy w pewnym momencie zwrócili się do nas w stylu "jedziecie z nami, ale dajecie zmiany". No to daliśmy i już tego dnia nie widzieliśmy się. Pewnie byli już zmęczeni, co by potwierdzało niedorzeczność tej uwagi ;).

Zajmujemy 18 (dopiero) miejsce. Ten etap mógł być znacznie lepszy w naszym wykonaniu.

Wśród obcokrajowców najczęściej wypowiadanymi słowami były "f...ing stage", co w jakimś stopniu obrazuje dramaturgie tego etapu. Później odprawa, w trakcie której dostajemy mapy ostatniego etapu i ...niespodzianka. Na okładce mapy zdjęcie z ubiegłego roku team'u bicyclos banditos przejeżdżających bardzo efektownie rzeczkę. Fajnie.

Korbielów - Wisła

59 km, suma podjazdów 2307 m*
16 miejsce w kategorii Man, czas 5:22:39

Etap ostatni, krótki ale bardzo trudny. Przed startem dostajemy kilka wskazówek od Jurka gdzie należy uważać. Żartujemy nawet sobie, że na tej trasie nic nie jest w stanie Jurka zaskoczyć, a rozkład drzewostanu wraz z ilością kolek ma opanowany do perfekcji. W końcu prawie miejscowy.

Początek to pod górę na Hale Miziową, a dalej cudowna trasa aż do Rysianki, gdzie wybieramy wariant zalecany dla endurowców. Faktycznie bardzo trudny, wąski i kręty zjazd z dodatkowym utrudnieniem w postaci turystów. Jednak udaje nam się bez problemów dojechać do Żabnicy, zaliczamy bufet i punkt kontrolny. Dalej Węgierska Górka gdzie postanawiamy jechać zalecanym bardzo wymagającym podjazdem na Magurę Radziechowską. Na Magurze oczom naszym ukazuje się Skrzyczne i piękne widoki na tą część Beskidu Śląskiego. Cudo. Dojeżdżamy do przełęczy Salmopolskiej, a następnie wbijamy się w żółty szlak w kierunku na Trzy Kopce. Tam zaliczmy ostatni punkt kontrolny i zjazd. Jeszcze przed tym etapem obiecaliśmy sobie, że nie będziemy się wygłupiać na ostatnim zjedzie, ale "obiecanki cacanki...". Dochodzi jednak do ostrego ścigania z kontynuacja na deptaku w Wiśle. WYGRYWAMY!

TranscarpatiaPo 7 etapach zajmujemy w OPEN 20 miejsce i 15 w kategorii MAN z czasem 39:23:22

Podsumowanie

TC 2006 była moim - i nie tylko moim - zdaniem trudniejsza niż ta z 2005 r.. Rewelacyjne trasy, a etapy: II i VII do dziś śnią mi się po nocach ;). Organizacyjnie były pewne niedociągnięcia, bo przy takiej imprezie zawsze coś "wyjdzie", a to co mi najbardziej przeszkadzało to jakość namiotów wraz ze sposobem ich rozbijana przez obsługę.

Jedzenie było o niebo lepsze niż w 2005 r.

Obsługa chip'ów - w tym także system wykorzystywany w TC 2006, a stosowany powszechnie w rajdach przygodowych i innych imprezach na orientację - REWELACJA.

Transcarpatia to przeżycie, zarówno fizyczne jak i emocjonalne. Trudno porównać to do jakiejkolwiek innej imprezy rowerowej. Podstawa to dobry partner nie tylko pod względem sportowym ale i charakterologicznym. Ja z Tomkiem przez te 14 dni (TC 2005 i 2006) nie miałem żadnego spięcia. Dzięki Tomek za tą bandycką jazdę.

*Liczby podane są według wariantu przejazdu sugerowanego przez organizatora.{akgallery}

Kalendarz imprez
0000-00-00:
Item Title of Your event
Dzisiaj: 2012-02-30 20:58

Wspierają nas

Opel Jastrzębski Siedlce

Urząd Miasta Siedlce

Stalfa

Mostostal Siedlce

Nasze imprezy

Triathlon Siedlecki

Lenie w Terenie

Gra Miejska

 

Logowanie

Polecamy

Noclegi
w Siedlcach