Bieg Piastów 2011Jubileuszowy XXXV Bieg Piastów za nami. Mój kontakt z największym masowym biegiem narciarskim w Polsce miał miejsce w 1985 roku, kiedy to mając 12 lat wystartowałem na dystansie 25 km. Wynik pozostał w pamięci na zawsze – 456. miejsce i 2 godziny i 26 minut biegu.

Na tegoroczny start w BP zapisałem się na początku stycznia, a opłatę wnosiłem z wielkim niedowierzaniem, że uda mi się znaleźć chęci na wyjazd. Przejazd do Szklarskiej Poręby i 630km po naszych drogach to męczarnia :(

Kilka dni przed wyjazdem chwila zwątpienia, jak tu jechać i z kim, by nie było zbyt ciężko. W dniu wyjazdu było już nas sześciu chętnych i na dwa autka pocisnęliśmy na zawody.

W piątek około północy wbiliśmy się na kwatery, noc była ciężka, nowe łoże niewygodne :( Wyspany na jedno oko wstałem i z kompanami wybrałem się na Polanę Jakuszycką, która przywitała nas piękną pogodą: słońce, lekki mróz i śniegu około jednego metra. Samochodów jak na giełdzie w Słomczynie, parkingi zawalone, ulica po dwóch stronach to jeden wielki parking na długości około 3km. Po kilku chwilach znajdujemy dwa miejsca 10 metrów od tras biegowych.

Sobota dla mnie to ostatni dzień odpoczynku, a zarazem kibicowania znajomym startującym na dystansie 50 i 26km stylem klasycznym. Po minach widać było, że trasa daje się we znaki. Kilka godzin spędzonych na świeżym powietrzu, zmęczenie po podróży i środek nasenny 40% zwalił mnie z nóg o godz. 20 :)

Druga noc była już ok. Pobudka 7:00, szybkie treściwe śniadanie i o 8 wyjazd do Jakuszyc. Start o 9:30 i plan na pierwsze kilometry to spokojne tempo, by się nie przepalić. Po starcie około 2km lekkiego podjazdu, gdzie swoje miejsce znalazłem na około 100 pozycji. Po przejechaniu przez Polanę Jakuszycką zaczyna się 4-5 km zjazd. Długi jednokrok krok łyżwowy pozwolił mi zaoszczędzić siły na podjazdy, które w Górach Izerskich są długie i zdradliwe. Wiem, że nie mogę dać się ponieść fantazji i spokojnym swoim tempem podążam do pierwszego bufetu, a na trasie było chyba ich z pięć. Parę łyków ciepłej herbaty na każdym z nich i dalej w rurę, a na zjazdach posiłek z tubki (żele turbo snacki). Po 30km przejeżdżam przez Polane Jakuszycką na miękkich nogach, nie mogę ostro cisnąć, bo po kilku kilometrach zacznie się ostatni podjazd przed metą.

Kolega Banan startujący dzień wcześniej na 50km klasykiem stwierdził, że po 38km przychodzi mega kryzys, chęć zejścia z trasy i rozpalenia ogniska z nart, a wyglądało to tak - prawie 5km podbiegu i 200 m przewyższenia. Ciupałem pod górkę, ile się dało, by za wiele nie stracić i zmieścić się w planowanym czasie. 42km na tablicy i szaleńczy zjazd do mety, a zjazdy to moja specjalność, więc dawałem z siebie, ile tylko waga pozwalała. Jazda w oblodzonych torach podobna do jazdy pociągiem, gdy na zakręcie wyrzucało mnie z torów to jazda wyglądała jak jazda na tępych łyżwach :) Ostatnie kilkaset metrów to już finisz po płaskim z zamiarem dogonienia zawodnika jadącego około 100m przede mną, a zarazem kontrolowanie pleców, gdyż za mną napiera inny zawodnik. Przez głowę przeszła myśl o ataku POWERKA i spadek o miejsce niżej, co nie mogło mieć miejsca. Upragniona meta, medal na szyi, buziaczek od pięknej nieznajomej i niedosyt, gdy ujrzałem czas 2:32,40. Gdzie mogłem te niecałe 3min urwać.

Mój X Jubileuszowy Bieg Piastów uważam za bardzo udany. Pierwszy raz pokonałem dystans 50km poniżej 3 godzin i zbliżyłem się do pierwszej setki.

Po biegu regeneracja sił makaronem i czekoladą, szybki prysznic i powrót do Siedlec.

Mapki z trasą i profilem:

Kalendarz imprez
0000-00-00:
Item Title of Your event
Dzisiaj: 2012-02-30 20:58

Wspierają nas

Opel Jastrzębski Siedlce

Urząd Miasta Siedlce

Stalfa

Mostostal Siedlce

Nasze imprezy

Triathlon Siedlecki

Lenie w Terenie

Gra Miejska

 

Logowanie

Polecamy

Noclegi
w Siedlcach