b_150_100_16777215_00_images_relacje_zadymno2014_zadymno-logo.pngKiedyś było DyMnO, teraz jest ZaDyMnO, jako, że zmienił się organizator na Team 360° z Igorem Błachutem na czele. Parę rzeczy się zmieniło, ale ogólna formuła pozostała ta sama. Jedna z najistotniejszych zmian to wprowadzenie pośrednich dystansów między ekstremą, a krótkimi dystansami, na które to nawet nie było chętnych. Coś w sam raz dla mnie, bo w końcu miałam szansę ukończyć całość w wyznaczonym limicie :)

 

Trasa AR ruszyła w nocy, oczywiście nie zabrakło na niej leniwego Jaśka. A że ja lubię dłużej pospać, to poleciałam na rowerowe TR75, które startowało o ludzkiej porze. Przy okazji też przestało już padać do tego czasu. Na tą samą trasę wybierał się Paweł, ale znikł mi z oczu zaraz po starcie. No tak, chyba wszyscy znikli mi z oczu podczas gdy ja sobie nieśpiesznie dumałam nad mapami. Rowerowi dostali cały zestaw map, w różnych skalach i już samo ogarnięcie gdzie co z czym się łączy było pierwszym sprawdzianem przy opracowywaniu strategii, a przeskakiwanie na trasie z jednej mapy na drugą o innej skali wywoływało mały zawrót głowy. W końcu w tym cały urok tej imprezy, że za łatwo to nie może być.

Gdy w końcu się wygrzebałam, żeby ruszyć na trasę, na metę wpadł pierwszy zespół z trasy AR. Początek trasy był w sumie przyjemny, punkty porozstawiane w lesie, mapa w skali 1:15000 (ANIELIN), aktualna, dokładna, sam miód. Zaliczanie punktów szło jak burza PK 2, 1, 5, 3 - tu wybrałam nieco dłuższą drogę, zamiast pchać się przez bagno i przynajmniej buty miałam dalej suche. Dalej PK4, PK6 - tu spotykam jednego z zawodników z urwanym łańcuchem i ratuję go spinką, którą woziłam niepotrzebnie przez kilka lat ;) Potem PK6, pierwszy podjazd, którego nie zdzierżyłam i trzeba było podejść z buta. To samo na PK8. Na PK9 był najwyraźniej przepak trasy AR i miły pan zaproponował zaopatrzenie się w wodę i wręczył batonika, którego schrupałam sobie jadąc na kolejny PK10, potem 11 i 12. Tutaj przyszedł czas się rozstać z jakże przyjemną i dokładną mapą i przerzucić się na kolejną w skali 1:50000, aby zaliczyć PK31.

Bagno Całowanie, jaka ładna nazwa, ale to, że PK leżał gdzieś pomiędzy tym niebieskim kreskowaniem, to już mniej mi się podobało. Najpierw próba zaatakowania go od północy, ale widok lasku z roślinnością bagienną szybko zweryfikował moje zamiary, jedziemy dookoła po drodze. I co z tego, że droga była jakaś, jak w pewnym momencie została przecięta przez wypełniony wodą rów i nadszedł koniec suchych butów.

Na kolejny PK30 nareszcie jakaś cywilizowana droga, znaczy kawałek asfaltem bez błota, trochę się za bardzo rozbrykałam, po przejechałam za daleko. Na PK29 miałam kilka pomysłów, jeden, żeby polecieć szosą w tym krajówką i z niej odbić na PK, ale jakoś podkusiło mnie ominąć ją leśną drogą, a potem tego żałowałam. Co z tego, że na mapie wyglądała ładnie, w rzeczywistości to było jedno wielkie bagno z przepływającymi przez nią strumyczkami. Buty nabrały nowej wody, ale w końcu dotarłam do cywilizacji. Tu doznałam ciekawego olśnienia i zamiast jechać prosto na PK29 skoczyłam w bok i zaliczyłam 3 punkty z kolejnej mapy REGUT (skala 1:10000), potem PK29 i znowu wróciłam do mapy REGUT.

Przełączanie między tymi skalami dosłownie powodowało zawrót głowy. Na 'dziesiątce' ciągle miałam tendencję, żeby za daleko zajechać i co raz zataczałam koło wracając się. Po zaliczeniu wszystkich PK z 'dziesiątki' wracam znowu na mapę ANIELIN, ale oczywiście, żeby na nią dojechać znowu trzeba użyć 'pięćdziesiątki'. Jeszcze przed startem zaznaczyłam sobie na niej skrajny PK16 i zaczęłam się na niego kierować. Mały szczegół, że zaznaczyłam go tak mniej więcej i wcale nie tam gdzie był, w ten sposób przejechałam sobie nieświadomie koło PK16 i PK18 zajeżdżając w pobliże PK15. Ręce mi opadły, jak mogłam zrobić taką głupotę, aż przejeżdżający obok zawodnik spytał się czy wszystko w porządku, na dodatek niebo zaczęło grzmieć widząc co zrobiłam ;) Zaczynała się rozpętywać burza, więc trzeba było się szybko w sobie pozbierać i opracować nowy plan. Zaczęłam więc od PK15 i wróciłam na PK16 i dalej na PK18. A że nieszczęścia chodzą parami, to na drodze do PK18 wyrosło mi na drodze dwumetrowe ogrodzenie i znowu się wracaj i szukaj innej drogi :(

b_300_0_16777215_00_images_relacje_zadymno2014_big.jpgDroga do PK 17 i PK 14 już bez niespodzianek, ale w końcu te groźne pomruki z nieba przeszły do następnego stadium i zaczął padać deszcz. Został już tylko jeden PK13, po wdrapaniu się po piaszczystym podjeździe mój wzrok zamiast szukać lampionu zatrzymał się na żelbetonie, jako, że na samej górze stał ładnie odrestaurowany niemiecki schron bojowy. Mimo deszczu musiałam mu przynajmniej strzelić fotkę, no dobra, ale ja tu miałam czego innego szukać, PK stał kilkadziesiąt metrów dalej. Teraz pozostało już tylko wracać na metę, a burza przeszła właśnie w kolejne stadium i zaczęło lać jak z cebra. W końcu po ponad 8 godzinach, ociekający wodą stwór wleciał na metę otrzepując wodę z kart startowych, które na szczęście były wodoodporne. Zamiast 75km wyszło mi 71km, mimo kilku wpadek i nadrabiania trasy. Wynik nienajgorszy - 6 miejsce open, Paweł 9-te, Jasiek 4-te (AR). 

Pełne wyniki tutaj: http://www.zadymno_2014.team360.pl/pl/node/5296

A tutaj posklejana mapa z trackiem (nie, nie dostaliśmy takiej ładnej, była w 4 kawałkach ;))

b_600_0_16777215_00_images_relacje_zadymno2014_zadymno2014-track.jpg

Kalendarz imprez
0000-00-00:
Item Title of Your event
Dzisiaj: 2012-02-30 20:58

Wspierają nas

Opel Jastrzębski Siedlce

Urząd Miasta Siedlce

Stalfa

Mostostal Siedlce

Nasze imprezy

Triathlon Siedlecki

Lenie w Terenie

Gra Miejska

 

Polecamy

Noclegi
w Siedlcach